Niektórzy republikańscy kandydaci z Arizony biorą na cel swoich członków własnej partii w kampaniach wyborczych

FENIKS –

“Oszukujemy drugiego faceta i przekazujemy oszczędności na ciebie.”

To stara, żartobliwa obietnica z baru w Anchorage na Alasce, ale ten slogan przywodzi na myśl teraz podczas wiecu Partii Republikańskiej w Phoenix w Arizonie.

Podczas gdy rytm rocka lat 80. i wiwaty wiernych wypełniają salę bankietową w klubie country, Republikanie szukający urzędu w całym stanie składają niektóre ze zwykłych obietnic politycznych.

Mówią, że biegną do Arizony, która „kocha wszystkich”.

Ale mówieniu o owinięciu wszystkich ludzi w życzliwy uścisk towarzyszy długa lista ludzi, których postrzegają jako wrogów.

Zaczyna się oczywiście od Demokratów, których przedstawia się jako „komunistów” i „zboczeńców”, których oskarża się o wszystko, od kolaboracji z kartelami narkotykowymi po celowe sabotowanie gospodarki. Następnie uwaga zwraca się na innych Republikanów.

Oczywiście Demokraci mają również wiele oczerniających słów dla Republikanów. Ale rzadko atakują własne. To wyraźna różnica między nimi a wersją GOP z 2022 roku.

Stany Zjednoczone to naród podzielony niemal równo między dwie partie, gdzie – w normalnym toku polityki – każda ze stron twierdzi, że reprezentuje większość. Ale tej nocy w Phoenix ci nowi Republikanie nie przepraszają za to, że nie reprezentują nawet całej swojej strony.

Kandydat do legislatury stanowej dziękuje tłumowi za odsiewanie „RINO” podczas prawyborów. Ten akronim – „Republikanie tylko z nazwy” – stał się standardowym pejoratywem dla członków partii, którzy popełniają grzech pozorów zbyt umiarkowanych.

Wzmianka o nazwisku Liz Cheney przyciąga najgłośniejsze buczenie tej nocy. Cheney jest niegdyś potężną republikanką w Kongresie, teraz potępianą przez jej partię za bycie cierniem w boku Donalda Trumpa.

Dla kontrastu, kandydat na gubernatora Arizony, Kari Lake, jest negacjonistą wyborczym, który został nazwany „Trump in a dress”. Twierdzi, że „nowa partia republikańska nie jest partią Mitcha McConnella”.

To pozornie niesprowokowana akcja lidera jej własnej partii w Senacie i rodzi pytanie: jak daleko na prawo trzeba się posunąć, aby Mitch McConnell wyglądał jak szafarzowy liberał?

Senator z Missouri, Josh Hawley, który jest tutaj, aby udzielić wsparcia, oferuje niekonwencjonalne poparcie dla kandydata republikańskiego senatora Arizony, Blake’a Mastersa.

„Politycy DC absolutnie nienawidzą Blake Masters”, mówi. „To najlepsza rzecz. Nienawidzą go. A propos, obie partie. Politycy DC; obie partie. Mówią o nim źle. Nie pomogą mu. Powalają go. I im więcej to robią, tym bardziej go kocham. Im bardziej to robią, tym częściej mówię „to jest facet z Arizony”.”

Tłum ryczy z aprobatą, jakby wszystko, co się liczyło dla kandydata, to to, czy jego wybór wyśle ​​satysfakcjonujący ptaszek innym politykom – w tym republikanom.

Najwyraźniej jest to miara tego, jak skrajne stały się dominujące poglądy republikanów, że tak wielu członków partii nie jest uważanych za wystarczająco skrajne. Ale odkładając na bok walki wewnętrzne, prawdziwym pytaniem jest, jaki komunikat wysyła to do elektoratu.

Imprezy Donalda Trumpa mające na celu wsparcie kandydatów w średnim terminie są reklamowane jako wiece pod hasłem „Ratujmy Amerykę”. Lake w ten sam sposób wzywa do „ocalenia Arizony”. Ale dla kogo?

Przygotowując się do wtorkowego głosowania, nawet niektórzy Republikanie muszą się zastanawiać, czy cokolwiek z tych „oszczędności” będzie dla nich korzystne. A może to tylko „ten drugi facet”?

Leave a Comment